O autorze
Kiedy rozpoczynałem moje życie zawodowe nie przypuszczałem, że moje nazwisko będzie tak ściśle powiązane z tym, co stanie się moją pasją i równocześnie z tym, czym będę się zajmował. Od ponad 20 lat absorbują mnie przemiany jakie zachodzą w człowieku (więcej na ten temat na stronie www.przemiany.org).
Ponadto nieobojętne jest mi to, co dzieje się w moim najbliższym otoczeniu, na wsi gdzie mieszkam, ale i to, co dzieje się na scenie politycznej oraz w moim Kościele. Na miarę swoich możliwości włączam się w życie społeczne.

„Mężczyźni wybierają śmierć”

To tytuł artykułu, który ukazał się w najnowszym numerze Newsweeka, jednak już na okładce wyeksponowano zdanie będące jego przedsmakiem: „Przepraszam, nie chcę już żyć”. Mając w pamięci samobójczą śmierć Robina Williamsa, która mocno mną wstrząsnęła i do której odniosłem się w moim ostatnim wpisie na blogu, przeczytałem ten artykuł ze zdwojoną uwagą. Dowiedziałem się z niego, że dziś praktycznie nie ma nadziei dla tych, którzy nie radzą sobie ze sobą. Czytając artykuł można odnieść wrażenie, że depresja, a także samobójcza śmierć to przeznaczenie coraz większej ilości ludzi, a szczególnie mężczyzn. Nie zgadzam się z takim ujęciem problemu, gdyż treść publikacji przynosi wówczas więcej szkody niż pożytku.

Cytowana w artykule prof. Maria Jarosz twierdzi, że „to, co Polskę zdecydowanie wyróżnia spośród innych krajów, to wyjątkowo wysoki wskaźnik samobójstw mężczyzn…” Autorki artykułu, Małgorzata Śmiechowicz i Ewelina Lis, przywołują dane statystyczne, z których wynika, że „w ubiegłym roku […] życie odebrały sobie 903 kobiety, a mężczyzn z własnej ręki zginęło 5193”.



Artykuł opisuje kilka historii samobójczych śmierci mężczyzn w różnym wieku. W ramce zatytułowanej „Zmęczeni życiem” są trzy zdjęcia: Piotra Łuszczyka, Andrzeja Leppera i Sławomira Petelickiego. Każdy z nich odebrał sobie życie.
Dalej autorki artykułu stwierdzają, że w Polsce „opieką psychiatryczną objęta jest jedna czwarta potrzebujących […] Brakuje poradni zdrowia psychicznego”.

I jeszcze: „Z danych, które Komisja Europejska opublikowała w ubiegłym roku wynika, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne cierpieć może 23 procent Polaków”.

Podczas czytania tego artykułu trudno mi było opanować niepokój. Nawet jeżeli dziś czuję się w miarę dobrze, nie mam natrętnych myśli ani poczucia beznadziejności czy lęków, to w obliczu takich informacji zaczynam odczuwać pesymizm. Wyobrażam sobie, co może czuć czytelnik, który właśnie zmaga się z problemami, które go przerastają, a on dziś nie widzi żadnego pozytywnego rozwiązania swoich spraw. Ostatnie zdanie artykułu mówi o tym, że niewiele trzeba, „żeby życie się skończyło”. Taki czytelnik otrzymuje właśnie informację, że ze swoimi problemami jest skazany na depresję, która z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi go do samobójstwa.

Nie zgadzam się na taką retorykę! Stanowczo sprzeciwiam się takiemu przedstawianiu problemu samobójstw.

Czemu albo komu służy tak wyeksponowany temat? Jaki cel przyświecał autorkom artykułu?

Mam nadzieję, że mój Newsweek nie kieruje się zasadą, która mówi: przestraszyć, przez co skupić uwagę, a co za tym idzie - zwiększyć zainteresowanie i dzięki temu zwiększyć nakład. Nie wiem, czy autorki artykułu mają świadomość, że takim tekstem nie poruszą decydentów ani środowiska psychologów i psychiatrów do większej aktywności na rzecz wsparcia osób potrzebujących. Oni zawsze będą zasłaniali się brakiem środków.
Raczej mogą osiągnąć efekt odwrotny wskazując niewłaściwą drogę ludziom zmagającym się z problemami. W prezentowanych historiach tych, którzy popełnili samobójstwo, czytelnik może odnaleźć swoją aktualną sytuację. Ponadto może zrozumieć, że skoro nie poradzili sobie ze sobą ludzie z pierwszych stron gazet, osoby pewne siebie, popularne, otoczone przyjaciółmi, to tym bardziej, uzasadniona jest myśl o odebraniu sobie życia.

Dziś w obliczu tego narastającego problemu konieczne jest rozpowszechnianie wiedzy o tym, jak „radzić sobie ze sobą i z innymi”. Ta wiedza jest powszechnie dostępna, a tak niedoceniana. Nawet odniesienie się do bardzo pozytywnych efektów, jakie niektórym ludziom daje wiara, mogłoby być pomocne. Jednoznacznie mówi o tym psychologia. Wiele dobrego w budowaniu siły psychicznej dają treningi uważności oraz wyzwalanie w sobie życzliwości dla innych, co również potwierdzone jest naukowo. Osobiście doświadczyłem tego walcząc z chorobą nowotworową.

Jeżeli Newsweek znajduje miejsce na przedstawienie tego problemu, to dlaczego nie mógłby rozpowszechniać wiedzy na temat możliwości zapobiegania mu?
Dzięki swojej wnikliwości i ambicjom dziennikarskim redaktorzy Newsweeka dotarli do informacji o samobójcach i dotyczących ich statystykach. Wierzę, że te właśnie cechy pozwolą im także zdobyć wiedzę o tym, jak radzić sobie ze sobą oraz jak wspierać tych, którzy mają problem z własną psychiką. Od tak opiniotwórczego czasopisma oczekuję przedstawienia tego problemu z perspektywy innej niż tylko opis faktów. Można, a niekiedy nawet powinno się straszyć czytelnika, ale zaraz potem potrzebna jest rzetelna informacja, jak można opanować destrukcyjne zjawisko. W tym przypadku jest to o tyle możliwe, że sprawdzona wiedza na ten temat już istnieje.
Trwa ładowanie komentarzy...