Czego oczekuję od mojego Kościoła

Zgodnie z wykładnią Jana Pawła II, „pewnym i autentycznym punktem odniesienia w nauce doktryny katolickiej” jest Katechizm Kościoła Katolickiego, nazwany przez naszego Papieża mianem Konstytucji. Czytam w nim, że jako wiernemu świeckiemu przysługuje mi „prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła” (KKK, 907).

Powołując się na powyższy zapis, pragnę wyrazić moje oczekiwania wobec Kościoła Katolickiego. Nie wynikają one z mojej subiektywnej oceny, a głównie z konfrontacji postawy Kościoła z treścią Katechizmu. Dostrzegam tu niekiedy znaczącą rozbieżność.


I. Oczekuję, aby mój Kościół więcej mówił o miłości i szczęściu, a mniej o zagrożeniach.Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „miłość ponad wszystko”. Przypomina zasadę pastoralną zawartą już w Katechizmie Rzymskim (opublikowanym w 1566 roku): „przede wszystkim trzeba zawsze ukazywać miłość naszego Pana, by wszyscy zrozumieli, że każdy prawdziwie chrześcijański akt cnoty nie ma innego źródła niż miłość ani innego celu niż miłość” (KKK, 25).

W obowiązującym obecnie Katechizmie z 1992 roku czytamy: „cel ostateczny człowieka stworzonego na obraz Boży – szczęście” (KKK, 16). „Gdy szukam mojego Boga, szukam życia szczęśliwego.” (KKK,1718)

Bez wątpienia mówienie o zagrożeniach, jakie czyhają na człowieka, jest ważne. Wskazywanie zła, przypominanie o nakazach zawartych w dekalogu, należy do zadań Kościoła. Nie mogą one jednak przysłaniać najważniejszej jego misji. Katechizm mówi, że „Duch Święty jest […] nadrzędnym podmiotem całej misji Kościoła” (KKK, 852). Duch Święty, którego owocami są m.in. miłość, radość i pokój.

Lęk odbiera człowiekowi możliwość odczuwania miłości i szczęścia.

Każdy człowiek wyposażony jest w mechanizm, działający poza jego świadomością, który chroni go przed zagrożeniami. To ten mechanizm monitoruje otaczającą rzeczywistość, wyzwalając odpowiednie reakcje obronne, kiedy pojawia się taka potrzeba. U osób, które posiadają zawyżony poziom lęku, reakcje te stają się nieadekwatne do zagrożeń, a nawet mogą pojawić się w chwilach, kiedy ich nie ma. Prawdą jest, o czym mówi psychologia i socjologia, że poczucie zagrożenia jednoczy ludzi. Kościół nie może jednak wykorzystywać tego zjawiska, gdyż nadaktywność mechanizmu obronnego opanowuje człowieka, angażuje jego całą uwagę, odbierając jednocześnie możliwość odczuwania miłości i szczęścia. Potwierdza to także nauka.

Być może to z tego powodu cały pontyfikat Jana Pawła II zdominowany był przesłaniem „nie lękajcie się”. Nasz Papież doskonale wiedział o tym, że poszukiwanie drogi wyznaczonej człowiekowi przez Chrystusa, a potem koncentracja na niej możliwa jest tylko wtedy, kiedy człowiek nie będzie opanowany przez lęk. Katechizm mówi, że ludzie „muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia […] przede wszystkim przez miłość uprzedzającą” (KKK, 311). Dzięki niej chrześcijanin osiąga „duchową wolność dzieci Bożych”. „ Nie stoi już przed Bogiem z lękiem jak niewolnik ani jak najemnik oczekujący zapłaty, lecz jak syn, którzy odpowiada na miłość Tego, który „sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19), (KKK, 1828). Z kolei Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu wiele razy (około trzystu sześćdziesięciu) zachęca wiernych, aby się nie lękali.

Współczesny świat nie sprzyja łagodzeniu aktywności mechanizmu obronnego, a co za tym idzie - obniżaniu poziomu lęku. Nakłada to dziś na Kościół szczególne zadanie: koncentrację uwagi na tym, co stanowi przeciwwagę dla lęku, czyli na miłości. To dlatego zdecydowanie częściej w czasie kazań powinny podać słowa, że „Bóg jest miłością (..) Ta miłość rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.” (KKK,733)

II. Oczekuję, aby mój Kościół nie straszył mnie piekłem, tylko nieustannie przypominał mi o boskim potencjale, który jest we mnie i uczył mnie, jak go odkrywać.W wyniku problemów i konfliktów, w jakich uczestniczę, zdarza mi się postrzegać siebie jako człowieka o niskiej wartości. Wówczas tracę wiarę w siebie, w swoje możliwości. Przekłada się to na pogorszenie moich relacji z innymi, w swoich działaniach popełniam coraz więcej błędów, a moje decyzje i wybory wprowadzają mnie w coraz większe kłopoty. Kiedy w takich okolicznościach dodatkowo słyszę o tym, jak wielkim jestem grzesznikiem, a do tego Kościół grozi mi piekłem, wówczas głęboko zaczynam powątpiewać w sens mojego życia.

Tymczasem Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że „Bóg nie przeznacza nikogo do piekła” (KKK, 1033), a moich problemów i kłopotów nie mogę traktować jak „rodzaju zemsty, którą Bóg stosuje od zewnątrz” (KKK, 1472).

Co prawda Kościół mówi mi o tym, że mam w sobie niezbędne predyspozycje nadane przez Boga do tego, aby radzić sobie z trudnościami życia i być szczęśliwym, jednak sama wiedza bez umiejętności to zbyt mało.
Współczesna psychologia szeroko opisuje nieskuteczność racjonalnych argumentów, nawet tych najbardziej dla człowieka ważnych i potrzebnych. Profesor psychologii Daniel Kahneman za ukazanie tego zjawiska otrzymał nawet Nagrodę Nobla. Katechizm także mówi o trudnościach, jakie sprawia ludzki rozum w „skutecznym i owocnym” wykorzystaniu tego, czym obdarował nas Bóg (KKK, 37).

Zarówno współczesna nauka, jak i katechizm, mówią jednym głosem o tym, że pierwotne źródło ludzkich postaw i zachowań umiejscowione jest poza ludzkim rozumem. To dlatego Kościół, oprócz Starego Prawa zawierającego dziesięć przykazań, ustanowił Nowe Prawo. Po prostu nie wystarczy tylko nakazywać przestrzegania Dekalogu. Nowe Prawo jest „łaską Ducha Świętego” i dlatego nazywane jest również „prawem miłości” (KKK, 1965). „Nie dodaje ono nowych zewnętrznych przepisów, ale przemienia samo źródło czynów, czyli serce, gdzie człowiek wybiera między tym, co czyste i nieczyste” (KKK, 1968). Jak z tego wynika, katechizm nie pozostawia cienia wątpliwości, gdzie jest „źródło czynów” człowieka.

Nie tylko ze zdziwieniem, ale i ze smutkiem odnotowuję fakt, jak mało Kościół mówi o potrzebie rozwijania „człowieka wewnętrznego”, na co zwraca uwagę katechizm. Trudno mi zrozumieć, dlaczego kontemplacja, która jest „najbardziej intensywnym czasem modlitwy” (KKK, 2714), tak mało obecna jest w Kościele. To szczególna modlitwa, określona w katechizmie mianem „milczącej miłości”, która w sposób wyjątkowy otwiera człowieka na Ducha Świętego, który jest w nas i który sprawia, że wybieramy „to, co czyste”.
Katechizm mówi, że kontemplacja jest nieznośna dla człowieka „zewnętrznego” (KKK, 2717) i to może być główną przyczyną, dla której tak trudno Kościołowi skupić się na wnętrzu człowieka.

III. Oczekuję, aby mój Kościół wspierał mnie w kształtowaniu mojej chrześcijańskiej postawy, a nie tylko nakazywał przestrzegania norm moralnych. Jako jednostka ludzka mam silną potrzebę wolnego wyboru, a nie realizacji zewnętrznych nakazów. Tymczasem normy moralne przekazywane mi przez Kościół mają charakter represyjny, co leży w sprzeczności z Katechizmem Kościoła Katolickiego, w którym czytam: „Aniołowie i ludzie – stworzenia rozumne i wolne – muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia przez wolny wybór…” (KKK, 311).

„W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał w sposób wolny stworzyć świat „w drodze” do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych, dopuszcza obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe, obok budowania natury, również zniszczenie. Obok dobra fizycznego istnieje zatem także zło fizyczne tak długo, jak długo stworzenie nie osiągnie swojej doskonałości” (KKK, 310).

Jestem „w drodze”, co oznacza, że w moim zachowaniu i postawie pojawi się „obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe”. Oczekuję, aby mój Kościół wspierał mnie na tej drodze, aby wierzył we mnie, aby nieustannie pokazywał mi miłość, która będzie dla mnie zawsze czytelnym i jednoznacznym drogowskazem. Katechizm nakazuje, aby członkowie Kościoła dążyli do doskonałej świętości, której duszą jest miłość (KKK, 825, 826).

W pełni zgadzam się ze słowami ojca Ludwika Wiśniewskiego OP, który w „Blasku wolności” napisał: „Kościół pełni niepowtarzalną rolę w stosunku do świata – ale zwłaszcza wtedy, kiedy nie przemawia do człowieka siłą nakazu, lecz siłą świadectwa.”
Trwa ładowanie komentarzy...